Prowadzenie własnej firmy to dla wielu osób synonim wolności. Z boku wygląda to tak, że przedsiębiorca pracuje, kiedy chce i nie ma nad sobą szefa, który wylicza każdą minutę spędzoną na przewie. Jednak ta wolność ma swoją cenę, o której rzadko myśli się zakładając firmę. Mowa o ryzyku gospodarczym, które najmocniej daje o sobie znać podczas choroby przedsiębiorcy. Bo kiedy organizm mówi stop, firma nadal generuje koszty. Więcej o tym, co dzieje się w finansach, gdy przedsiębiorca zachoruje, dowiesz się z artykułu.

Własna firma – większe ryzyko niż etat?

Osoby zatrudnione na etacie w przypadku choroby nie muszą martwić się, czy firma będzie miała wystarczające przychody, aby pokryć koszty działalności. To pracodawca opłaca ZUS, rachunki za prąd czy inne faktury kosztowe, które wpłyną do firmy w tym okresie.

Przedsiębiorca sam odpowiada za utrzymanie płynności finansowej firmy, nawet w czasie choroby.

W przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej właściciel odpowiada za zobowiązania firmy swoim majątkiem. Jeśli nie ma pracowników, to zazwyczaj w okresie choroby nie zarabia. Świadomość, że firma stoi w miejscu, potęguje stres, co zazwyczaj negatywnie wpływa na proces zdrowienia. Co więcej, gdy w firmie pracuje tylko właściciel, jest on jedynym punktem styku z klientem. Choroba oznacza zatem zatrzymanie operacyjne.

Koszty prowadzenia JDG, gdy przedsiębiorca jest na L4

Wielu początkujących przedsiębiorców uważa, że jeśli przez tydzień, dwa tygodnie lub miesiąc nie będą pracować, to po prostu zarobią mniej. W takim myśleniu kryje się pułapka, ponieważ, kiedy firma nie zarabia nadal generuje koszty, o których nie można zapomnieć.

Biuro, magazyn czy lokal usługowy wymagają terminowego opłacenia czynszu, aby nie doszło do wypowiedzenia umowy. Podobnie jest z ratą za samochód firmowy lub sprzęt, który trzeba spłacać zgodnie z harmonogramem, aby uniknąć karnych odsetek lub, w skrajnych sytuacjach, windykacji.

Pomimo choroby konieczne jest też terminowe opłacenie subskrypcji za używane programy lub CRM-y. Również biuro rachunkowe i podwykonawcy oczekują terminowej zapłaty.

Dochodzą też zobowiązania wobec ZUS. Składki na ubezpieczenie społeczne przedsiębiorcy za czas choroby mogą być pomniejszone, jednak składka zdrowotna jest niepodzielna. Oznacza to, że przedsiębiorca musi opłacać składkę zdrowotną w pełnej kwocie, nawet wtedy, gdy pracował tylko jeden dzień w miesiącu. Co więcej, jeśli firma zatrudnia pracowników, wszystkie składki muszą być za nich opłacone w pełnej wysokości i w ustawowym terminie.

Gdy podczas choroby przychody spadają, a koszty pozostają na tym samym poziomie, firma zaczyna „zjadać” zgromadzone oszczędności. Jeśli brakuje odpowiedniej finansowej poduszki bezpieczeństwa, szybko przedsiębiorca może stanąć przed widmem konieczności zamknięcia działalności z braku gotówki na bieżące opłaty. Co więcej, brak pieniędzy w firmowej kasie oznacza najczęściej brak pieniędzy na życie, ponieważ w przypadku JDG nie ma formalnego podziału na pieniądze firmowe i prywatne.

Zasiłek chorobowy z ZUS

W Polsce przedsiębiorca ma możliwość opłacania dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego. To dzięki niemu może liczyć na zasiłek chorobowy w razie niezdolności do pracy. Warto pamiętać, że to podstawa od której opłacane są składki determinuje wysokość zasiłku. Im niższe składki płaci przedsiębiorca, tym niższe świadczenie otrzyma w razie choroby.

Wysokość zasiłku chorobowego wynosi zazwyczaj 80% średniej podstawy wymiaru składek z 12 miesięcy pomniejszonej o 13,71%. Przy standardowym oskładkowaniu, kwoty te często nie pokrywają nawet jednej czwartej realnych kosztów życia i prowadzenia firmy. Dla przykładu, przy „dużym ZUS” opłacanym przez 12 miesięcy wysokość zasiłku chorobowego za 5 dni wyniesie ok. 500 zł.

Aby otrzymać zasiłek chorobowy z ZUS nie można mieć zaległości w opłacanych składkach wyższej niż 48,06 zł (w 2026 r.). Prawo do zasiłku przedsiębiorca nabywa dopiero po 90 dniach nieprzerwanego ubezpieczenia chorobowego. Wyjątkiem jest sytuacja, jeśli przedsiębiorca kontynuuje wcześniejsze ubezpieczenie, np. z etatu (przerwa nie może być dłuższa niż 30 dni).

Przedsiębiorca musi też pamiętać o tym, że wszelkie formalności związane z załatwieniem zasiłku chorobowego załatwia sam (lub przez księgową). ZUS nie przyznaje świadczeń oraz nie dokonuje korekty deklaracji automatycznie. Lekarz wprawdzie przesyła zwolnienie do ZUS (e-ZLA), ale nadal obowiązkiem przedsiębiorcy jest dopełnienie formalności przez PUE ZUS.

Jak przetrwać okres niezdolności do pracy

Jak zauważa Michael E. Gerber w książce „Mit przedsiębiorczości” wzmacnianie firmy warto zacząć od stworzenia pisemnych instrukcji dla każdego powtarzalnego procesu. Jest to ważne, ponieważ przedsiębiorca, który chce rozwijać swoją firmę z czasem powinien nauczyć się delegowania zadań. Dzięki procedurom każda osoba, która przejmie dane obowiązki, szybko nauczy się, jak je wykonywać.

Przygotowanie na chorobę to jednak nie tylko procedury, ale przede wszystkim zabezpieczenie finansowe. Przedsiębiorca musi mieć świadomość, że kryzys jest kwestią czasu. Należy zatem tak zarządzać finansami, aby choroba nie doprowadziła firmy na skraj bankructwa.

Aby przygotować firmę na wypadek choroby właściciela warto:

– zadbać o odpowiednią poduszkę finansową, która pozwoli utrzymać firmę i zabezpieczy potrzeby rodziny przez minimum 6 miesięcy.

– Zamiast polegać jedynie na ZUS opłaca się zainwestować w ubezpieczenie komercyjne. Odpowiednio dobrana polisa pomoże bezpiecznie przejść przez trudny okres, czego niestety nie można napisać o zasiłku chorobowym.

– Środki na podatki i składki warto gromadzić na osobnym koncie, tak aby w czasie choroby nie kusiło wydanie tych pieniędzy „na życie”.

– W czasie choroby trzeba odróżniać zadania krytyczne od tych, które mogą poczekać i skupić się wyłącznie na tym, co utrzymuje płynność finansową.

Prowadzenie firmy w pojedynkę jest dużym wyzwaniem, a delegowanie zadań szczególnie na początku bywa trudne. Warto w takiej sytuacji nawiązać relacje z innymi przedsiębiorcami. Wymiana doświadczeń i wzajemna pomoc może uratować sytuację, gdy jeden z przedsiębiorców zachoruje.

Biznes, który zarabia nawet wtedy, gdy właściciel choruje

W Polsce większość firm upada w ciągu pierwszych dwóch lat działalności. Wynika to z faktu, że początkujący przedsiębiorcy nie doceniają kosztów utrzymania struktury oraz ryzyka, jakie niesie ze sobą brak stabilności przychodów. W konsekwencji zbyt rzadko myślą o zabezpieczeniu finansowym. Budowanie finansowej poduszki bezpieczeństwa jest zazwyczaj odkładane, na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Statystyki są jednak nieubłagane. Średni czas, po którym mała firma w Polsce zaczyna przynosić realny, powtarzalny zysk, to od 12 do 24 miesięcy. To moment, w którym wyczerpują się oszczędności na start, a firma jeszcze nie zarabia wystarczająco dużo, by pokryć swoje koszty. Choroba przedsiębiorcy w tym momencie jest niemal zawsze wyrokiem. Starsze firmy, z wypracowaną marką i stałymi klientami, znacznie lepiej znoszą nieobecność właściciela niż młode podmioty.

Rentowność zależy od tego, jak szybko model pracy za czas zostanie przeobrażony w model, w którym zysk generowany jest przez system lub produkt. Rentowność wprawdzie nie jest celem sama w sobie, jest to jednak ważny etap, który wzmacnia firmę i pozwala budować realne zabezpieczenia. Nie wolno jednak ignorować faktu, że firma jest najbardziej krucha na początku swojej drogi. Jeśli choroba spowoduje dłuższą nieobecność przedsiębiorcy w fazie budowania rentowności, prawdopodobieństwo upadku firmy znacznie rośnie.

Nie bez powodu mówi się, że rozwijanie firmy to maraton, a nie sprint. Po drodze zdarzają się trudniejsze momenty, a choroba przedsiębiorcy jest jednym z nich. Brak przygotowania na taką sytuację sprawia, że nawet kilkudniowe „L4” jest boleśnie odczuwalne w firmowym budżecie. A można tego uniknąć, wystarczy odpowiednio wcześniej zadbać o bezpieczeństwo finansów.